BISKUPIA KOPA – CZYLI, 200 ZŁ I 6 PUNKTÓW KARNYCH 10/28

Witam wszystkich, dziś chciałbym opowiedzieć wam jak w niedzielę 06.01.2019 roku podjąłem się zdobycia Biskupiej Kopy(889 m.n.p.m. najwyższy szczyt pasma gór Opawskich w Sudetach Wschodnich. Leży na granicy Polsko-Czeskiej)

Był to mroźny niedzielny poranek. Pierwszy weekend 2019 roku, obudziłem się przed godziną 6, szybko się wyszykowałem i ruszyłem w stronę Jarnołtówka w województwie Opolskim. GPRS pokazywał mi że jeśli udam się trasą przez Nysę będę miał do przejechania 158 km, i zajmie mi to niecałe 2 godziny na trasie. Kliknąłem „AKCEPTUJ” i ruszyłem przed siebie. Oczywiście, pomyślałem sobie ” kurde, niedziela, wcześnie rano, taka czysta i prosta droga, co mi szkodzi?” Przycisnę na gaz, nie zważając na znaki o ograniczeniach prędkości i wjeździe w teren zabudowany. Nie kontrolowałem licznika. Dałem się ponieść prędkości oraz ostrej Rockowej muzyce która głośno dudniła w moim aucie. No i stało się, nagle zza jakiegoś zakrętu wyłonił się przede mną policjant z „suszarką”. Zbyt późno zareagowałem, policjant machnął lizakiem. Musiałem zjechać na pobocze. Dalszą procedurę w takich przypadkach pewnie większość z moich czytelników już zna. Nie obyło się bez kary 200 złotowej i sześciu punktów karnych( radar pokazał 90 km na godzinę w terenie zabudowanym gdzie dozwolona prędkość po godzinie 6 rano wynosi 50 km na godzinę)

 

Po tej dość nie miłej dla mnie przygodzie ruszyłem w dalszą drogę( ale tym razem stosowałem się do znaków pionowych i poziomych). W końcu dotarłem na miejsce w którym chciałem pozostawić auto, czyli w małej miejscowości Jarnołtówek. Po wyjściu z auta udałem się początkowo czerwonym szlakiem w stronę schroniska PTTK Górski Dom Turystyczny Pod Biskupią Kopą. ale po krótkim czasie zdecydowałem się że pójdę dłuższym żółtym szlakiem Szedłem spokojnym spacerowym tempem, po kilkunastu minutach, zaczęły się wzniesienia. Ale dość łagodne, przez co mało odczuwalne. Mijałem po drodze kilka punktów orjentacyjnych, takich jak „Przełęcz Pod Pasterką”, „Droga Amalii nad Anusią”, „Ścieżka Langego”. Tego dnia była bardzo przyjazna pogoda. Lekki przymrozek powodował że mała ilość śniegu na ścieżce nie topniała i nie robiła nieprzyjemnego błota. Początkowo szedłem asfaltem, potem wszedłem już na kamienistą leśną drogę.

 

Zimowa aura, rozpieszczała mnie swoimi widokami. Raz po raz, zatrzymywałem się aby porozglądać dookoła. Wprost uwielbiam śnieg!! Czasami (głównie w górach) mam ochotę rozpędzić się i wskoczyć do pierwszej z brzegu największej zaspy jaką spotkam. Takie ze mnie duże dziecko.

 

Po kilkudziesięciu minutach, dotarłem pod strome schody schroniska PTTK Górski Dom Turystyczny Pod Biskupią Kopą. Zatrzymałem się przez chwilę, zrobiłem kilka zdjęć. Zaczerpnąłem duży chełst powietrza do płuc i ruszyłem powolnym krokiem po schodach do góry. Po chwili, byłem już pod drewnianymi drzwiami.  Było coś koło 10 rano a ludzi w schronisku i wokół niego było dość sporo.

Postanowiłem zgodnie ze swoją tradycją ustanowioną na poprzednich wypadach, wejść też do tego schroniska, kupić kawę, jakieś ciasto, przybić pieczątkę, kupić pamiątki i zrobić sobie przerwę. Przerwa trwała jakieś 30 minut. Następnie, ubrałem się ciepło i ruszyłem w stronę szczytu.

 

Droga na szczyt zajęła mi niecałe 20 minut. Pod samym szczytem, wszedłem ponownie na czerwony szlak. I po przejściu kolejnych kilkudziesięciu metrów, moim oczom ukazała się wielka biała wieża widokowa.

Pochodziłe troche po szczycie, pooglądałem widoki jakie ten szczyt miał mi do zaoferowania. A następnie zrobiłem pamiątkowe zdjęcie z wierzą i tabliczką szczytową. Kupiłem, w kiosku naprzeciwko wierzy, czeski przysmak ” Cofocola”(osobiście, mnie ona nie smakowała, nie wiem czym się tak Czesi zachwycają).

W końcu postanowiłem udać się w drogę powrotną do Jarnołtówka czerwonym szlakiem. Ale jakoś tego dnia byłem zbytnio rozkojarzony i pobłądziłem. W efekcie, zamiast iść czerwonym szlakiem bezpośrednio do Jarnołtówka, ja szedłem niebiesko – żółto – niebieskim przez miejscowość w Czechach Zlate Hory. W ten oto sposób miałem jeszcze niezamierzoną wcześniej, wycieczkę po Czechach. Koniec końców, w końcu dotarłem do Jarnołtówka i mojego auta. I tak oto zakończyła się moja kolejna wyprawa.

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *