RYSY – czyli, koniec KGP

Witam, tak jak sam tytuł wskazuje, dziś opowiem wam jak zdobyłem ostatni szczyt do mojej Korony Gór Polski. Chodzi oczywiście o RYSY 2499 m.n.p.m. Jest to najwyższy szczyt Polskich tatr, a zarazem najwyższy szczyt Polski.

Sobota 27.07.2019 , po sześciu godzinach w autobusie dotarłem do zakopanego. Zegar wskazywał 6.45, lekko zmęczony i rozespany szybko wyskoczyłem z autobusu na dworcu Autobusowym. Dosłownie kilka minut mi zajęło „ogarnięcie się” ( poszedłem oddać do pobliskiej przechowalni moje bagaże, zjadłem śniadanie) po czym wsiadłem do pierwszego z brzegu busa który jechał w stronę „Morskiego Oka”.

Gdy dotarłem na parking w Palenicy Białczańskiej, nie umiałem ogarnąć piękna otaczającego mnie krajobrazu( zaznaczam w tym miejscu że to nie był mój pierwszy raz w Tatrach). Po chwili w końcu ruszyłem przed siebie, zakupiłem bilet wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego i pośpiesznym krokiem zacząłem pokonywać kolejne metry asfaltowej drogi. Co jakiś czas tylko zatrzymywałem się i rozglądałem. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Moja wręcz euforyczna reakcja budziła uśmiechy na twarzach napotkanych przeze mnie, podczas drogi turystów.

O dziwo, nie czułem w ogóle zmęczenia, nawet lekki deszcz na początku drogi nie popsuł mi humoru. A wręcz mi go poprawił, ponieważ, taka pogoda wycofała wielu turystów, dzięki czemu, szlak był bardziej luźny. Czyli taki jaki ja lubię.

Po godzinie z małym hakiem, dotarłem do schroniska PTTKA Pod Morskim Okiem. Tam postanowiłem zrobić 30 minutową przerwę, trochę pojadłem, napiłem się i ruszyłem dalej. W stronę Czarnego stawu, droga dość stroma i wymagająca ale dzięki rannym opadom, temperatura powietrza była idealna do wspinaczki.

Po kilkunastu minutach dotarłem pod Czarny Staw, rozejrzałem się, porobiłem kilka zdjęć i ruszyłem dalej. Tabliczka informacyjna na górze pokazywała że jeszcze przede mną ponad 3 godziny spaceru(dość ekstremalnego ale jednak spaceru).

Okrążając Czarny Staw, drugi raz tego dnia spotkał mnie deszcz. Przyznam że wtedy miałem chwilę zawahania, czy iść dalej. Zatrzymałem się i zacząłem nasłuchiwać burzy i  bacznie obserwowałem niebo. Stałem tak kilka minut, ale na szczęście, burzy nie byłe słychać a i niebo zaczęło się przejaśniać. Więc wznowiłem wspinaczkę.

Tak w ogóle to nie będę zbytnio się rozpisywał na temat ostatniego etapu wspinaczki. Na temat łańcuchów pod szczytem itd. Każdy kto był, dobrze wie jak to wygląda. A Ci co się tam wybierają, niech mają małą niespodziankę…

No ale mogę tylko potwierdzić że udało mi się wspiąć na najwyższy Polski szczyt, a zarazem ostatni mój szczyt KGP.

OFICJALNIE MOGĘ NAZYWAĆ SIĘ ZDOBYWCĄ KORONY GÓR POLSKI. ( o moich przemyśleniach i takim swego rodzaju podsumowaniu będziecie mogli poczytać w kolejnym poście który za chwilę opublikuję)

 

A na koniec pochwalę się kilkoma zdjęciami z tej wyprawy.

 

GÓROM CZEŚĆ !!!!!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *