SKALNIK – CZYLI, KRAJOBRAZ JAK W … 8/28

Był to poniedziałek, ostatni dzień 2018 roku. Już za kilkanaście godzin miało zacząć się odliczanie które zwiastowało by rozpoczęcie 2019 rok. Ja tego dnia postanowiłem też świętować( oczywiście na swój sposób, czyli zdobywając kolejne szczyty).

Punktualnie o 8.00 obudziłem się w pokoju hotelowym „Karkonosze” w Kamiennej Górze. Szybko się ubrałem, zjadłem śniadanie, wymeldowałem się. Następnie odpaliłem moją srebrną strzałę i ruszyłem w kierunku Kowar.

Po kilkunastu minutach byłem już na miejscu. Auto zaparkowałem na parkingu koło ” Parku miniatur, zabytków dolnego śląska”(oczywiście, wygospodarowałem sobie również godzinkę na zwiedzanie, tejże atrakcji). Potem, szybko przejrzałem mapkę i ruszyłem w kierunku Skalnika (944 m n.p.m– wzniesienie w południowo-zachodniej Polsce, w Sudetach Zachodnich oraz w Rudawach Janowickich). To był mój jeden z dwóch celów tego dnia. Oczywiście, początkowo moja trasa nie była malownicza. Szedłem szarym asfaltem przez mało mi znaną miejscowość Kowary. W końcu doszedłem do drogi głównej 367, przeciąłem ja i ruszyłem wzdłuż ul. Wojska Polskiego. Następnie ściąłem w prawo w ul. świerkową która doprowadziła mnie do szlaku czerwonego. W końcu szary asfalt i budynki mieszkalne, zamieniły się w ziemisto-kamienistą leśną drogę i gęsty las. Czyli krajobraz który jest bliższy memu sercu. Oczywiście, na samym początku brakowało mi tego co przyciąga turystów zimą w góry. Czyli pięknego białego puszku. Zamiast tego miałem trochę taki jesienny krajobraz.

Po przejściu ok kilometra w takiej scenerii, mym oczom ukazywał się długo wyczekiwany obraz. Ale co będę wam teraz pisał, po prostu zjedźcie sobie pomału w dół, zdjęcie po zdjęciu. Właśnie ja na żywo zaobserwowałem taką baśniową przemianę.

 

Piękne!? Co nie!? Taka moja mała Narnia.

 

A wracając do mojej relacji. W już zimowej scenerii szedłem kolejne kilkadziesiąt minut, po drodze mijałem Wilczysko (789 m. n.p.m). Następnie doszedłem do rozdroża niedaleko Ostra Mała (936 m.n. p. m) a stamtąd odbiłem lekko w lewo na niebieski szlak. Szlak który prowadził wąską ścieżką, z prawej strony cały czas trzeba było uważać na rozciągającą się wysoką metalową siatkę. Po krótkiej chwili, mym oczom w końcu ukazał się kolejny szczyt z listy KGP, czyli Skalnik.

 

Po dłuższej chwili, ruszyłem w stronę samochodu. Oczywiście, postanowiłem też urozmaicić trochę moją trasę. Dlatego wracałem zielonym szlakiem w kierunku Kowar. Na początku szedłem zielono-żółto-czerwonym szlakiem. Potem jak doszedłem do rozdroża, to skręciłem lekko w lewo i do samego końca trzymałem się tylko zielonego. Ten szlak prowadził mnie, starym trakiem Kamiennogórsko-Kowarski, potem skręcał w lewo na ulicę bukową. Tą ulicą doszedłem aż do drogi głównej 367. Tam postanowiłem, nie wchodzić jeszcze w Kowary, i tak wzdłuż tej drogi szedłem w stronę skrzyżowania pomiędzy, ul. Zamkową a ul. Wojska Polskiego. Oczywiście, nie szedłem wzdłuż tej drogi dlatego że lubię zapach spalin. A przyciągnęły  mnie niesamowite Karkonoskie widoki. Legenda mówi że przy dobrej pogodzie, można dostrzec stamtąd nawet królową Karkonoszy czyli Śnieżkę. Niestety mi nie było to dane, ponieważ chmury zasłaniały najwyższe szczyty.

W końcu doszedłem do punktu wyjścia. Po drodze kupiłem sobie jeszcze butelkę soku marchwiowego, odpaliłem auto i ruszyłem w stronę kolejnego szczytu.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *