ŚLĘŻA – CZYLI, JAK SZYBKO MOŻNA BYĆ SPROWADZONYM NA ZIEMIĘ 1/28

   

Tak jak wspomniałem w moim poprzednim wpisie. Całą moją przygodę postanowiłem rozpocząć na ŚLĘŻY( ŚLĘŻA 718 m n.p.m- najwyższy szczyt Masywu ŚLĘŻY). Dlaczego akurat ten szczyt na początek? Trzy powody, blisko, łatwo i przyjemnie. oczywiście w teorii tak miało to wyglądać. Ale jak wiemy, teoria nie idzie zawsze w parze z praktyką. I w tym przypadku przekonałem się o tym na własnej skórze.   
  Ale od początku. Cała wyprawa zaczęła się 09.12.2018. Niedzielny zimowy( choć bardziej wyglądał na jesienny mimo że to był grudzień) poranek, pobudka 7.30. Szybki prysznic, kawa, śniadanie, ubranie się, zapakowanie potrzebnych rzeczy do plecaka i ruszamy!!!( tzn. sam ruszałem, ale zawsze mówię w liczbie mnogiej). W NAWIGACJI w telefonie wklepałem zbliżony adres umiejscowienia góry( w końcu jak przejdę któryś tam kilometr dalej to nic mi się nie stanie), odpaliłem moją srebrną strzałę i zacząłem moją przygodę. Pełen, optymizmu, siły i nadziei dojechałem po godzinie z małym hakiem na parking nieopodal Centrum Konferencyjno- Hotelowego SOBOTEL.

    Po kilku chwilach, ubrany w nowy sprzęt i z plecakiem na plecach, ruszyłem w kierunku Domu Turystycznego Pod Wierzycą. Następnie skręciłem w prawo, tak jak prowadził żółty szlak. Pełen werwy, nabierałem coraz to większych obrotów, myślałem że jestem niezniszczalny i nie do zatrzymania.     
Coraz szybciej, kroki coraz to większe, skupiałem się na drodze… Byłem szczęśliwy i pewny siebie, aż do momentu kiedy to na horyzoncie pojawiło się pierwsze większe podejście.
  Nagle, z pewnego siebie ZDOBYWCY, nie zostało już wiele. Czułem z każdym krokiem coraz to większe zmęczenie, oddychało mi się coraz gorzej. Na czole pokazała się potna rosa. Przed oczami zaczęło mi wszystko wirować, czułem że jest mi słabo. I stało się! Musiałem się zatrzymać, przykucnąć i odpocząć.
    Wtedy zrozumiałem że wspinaczka to nie jest taki łatwy kawałek chleba. Ale spokojnie, po krótkiej chwili ruszyłem dalej w kierunku Wieżycy. Nim wszedłem na szczyt gdzie mieści się wieża widokowa musiałem zatrzymać się ponownie. Dostałem kolejnego oficjalnego kopa w tyłek od tej „małej niepozornej górki”.
   Po wejściu na wieżyce okazało się że wieża widokowa jest zamknięta. W ten sposób musiałem obyć się smakiem i nie miałem przyjemności wejścia.
   Po krótkiej chwili ruszyłem dalej, już nie taki pewny siebie jak na początku ale nadal zadowolony. Upajałem się pięknem przyrody. Nawet bez śniegu jest tam przepięknie, i do tego wplecione w cały krajobraz rzeźby kultowe które powstały między 700 a 400 lat p.n.e. Wszystkie rzeźby zostały stworzone przez ludność kultury łużyckiej która w tamtych czasach osiedliła się na górze.
    Szedłem sobie tak nieśpiesznym krokiem coraz to wyżej i wyżej, mijałem min. figurę panny z rybą, niedźwiedzia( inaczej też misia ślężańskiego), niedźwiedzia z utrąconymi przednimi łapami itd.
    W między czasie, uzupełniałem płyny i zajadałem czekoladowego batona( nie mogę podać nazwy żeby nie robić reklamy, podpowiem tylko że gdy go zjadłem przestałem gwiazdorzyć). I tak po kilkudziesięciu minutach i po kolejnym cięższym podejściu, moim oczom ukazał się szczyt Ślęży.
    Nagle wróciły mi siły ruszyłem pewnym krokiem i po chwili dokonałem tego! Zdobyłem pierwszy szczyt z dwudziestu ośmiu!!!
    Gdy już byłem na samej górze okręciłem się kilkukrotnie wokół własnej osi, napawając się szczęściem jakie towarzyszyło mi w tej chwili.   
    Pospacerowałem sobie jeszcze dłuższa chwilę po szczycie. zrobiłem kilka zdjęć. Przeszedłem się w koło kościoła którego historia zaczyna się już w XII wieku za panowania Bolesława III który to sprowadził na Ślężę zakon augustianów. Podarował im wtedy na własność górę i wybudował im zakon oraz ten oto kościół.
Po chwili zadumy, udałem się kilkadziesiąt metrów dalej gdzie stoi inna wieża widokowa, ta na szczęście była czynna. Wszedłem na sam szczyt, widok był oszałamiający, pogoda była na tyle dobra że miałem możliwość zobaczyć rozpościerające się na kilkadziesiąt kilometrów krajobrazy, nawet jak dobrze się przyjrzałem to przez krótki moment dostrzegłem Sky tower-a. Niestety, ale pogoda o tej porze roku jest strasznie kapryśna i musiałem szybko schodzić z wieży ponieważ zaczęło mocno wiać i padać.

A więc udałem się do Domu Turystycznego PTTK na Ślęży, aby wypić kawę i zjeść ciepłą szarlotkę ( z mikrofalówki). Zakupiłem sobie tez pocztówkę, drewnianą odznakę turystyczną i małą replikę misia ślężańskiego. Po posiłku zrobiłem zdjęcie na tle napisu „Dom Turystyczny PTTK na Ślęży 718m n.p.m i przybiłem pierwszą pieczątkę w mojej książeczce.

   

Pełen dumy i z pełnym żołądkiem udałem się w kierunku parkingu w Sobótce gdzie stała moja srebrna strzała. Tak dla uzupełnienia wiadomości to wracałem żółto czerwonym szlakiem. Ale przy wiacie gdzieś na wysokości 400 m n.p.m skręciłem w prawo i szedłem już tylko czerwony szlakiem który to doprowadził mnie pod samo auto. I tak o to zakończyła się moja pierwsza przygoda.

    Podsumowując, zrozumiałem że aby zdobyć wszystkie 28 szczytów trzeba mieć nie lada wytrzymałość, siłę, wolę, być zdyscyplinowanym i dobrze zorganizowanym. O tym ostatnim punkcie przekonam się za jakiś czas na własnej skórze jak kolejny raz dostanę kopa w tyłek od innej góry.

2 komentarze Dodaj swoje
  1. Pierwsze koty za płoty…a raczej kroki za Tobą 🙂 Moja przygoda z KGP zaczęła się inaczej, przypadkowo, po prostu kilka górek z listy miałem już zdobytych więc poszedłem za ciosem i postanowiłem poznać resztę, mimo że w przeciwieństwie do Ciebie w Sudety mam ponad 450km…ale warto. Ty będziesz za to miał daleko w Beskidy haha. Życzę wytrwałości w kontynuowaniu tej wspaniałej przygody i udanego planowania szlaków. Może kiedyś pochwalisz się swoim sprzętem (ciuchy, plecak, buty), który pewnie wraz z upływem kolejnych wypraw będziesz modyfikował. Mi po
    6-ciu latach !!! wyjazdów z KGP zostały tylko Rysy, które mam zamiar zaatakować w lipcu… 🙂 Połamania kijków na szlaku. Pozdrawiam. PS. Popracuj nad zdjęciami…

    1. Dziękuję za komentarz:) był naprawdę miły i rzeczowy. Dziękuję za uwagi, przy następnych postach postaram się poprawić niedociągnięcia:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *