Virus cz.II

ROZDZIAŁ I

14 LIPCA 2081 ROKU

– Dobra szczury!! Ruszać te swoje tłuste dupy i do szeregu!! – wysoki gruby mężczyzna, około pięćdziesiątki, darł się jak by był opętany, gdy tylko otwarła się tylna klapa starego opancerzonego wozu. Nagle z wozu, posłusznie jak tresowane zwierzątka zaczęli wyskakiwać, jeden po drugim młodzi kadeci ze szkółki wojskowej w Tombstone  – to nie jest już szkółka dla panienek Tombstone. Tylko wasza pierdzielona stolica!! Od dziś jesteście Strażnikami!! A to miejsce, macie traktować jak dom rodzinny!! Zrozumiano?!!- Grubas nie przestawał krzyczeć, uwidoczniły się jego żyły na szyi, twarz nabiegła krwią. Wyglądał jak demon, wielkie niebieskie oczy, wręcz mu płonęły.  A lekko długawe, tłuste włosy na głowie stanęły mu dęba.

– Tak jest!!! – krzyknęło głośno i wyraźnie dziesięciu młodych mężczyzn, w granatowych dresach.

-Ja nazywam się Ariel Ortega!! Jestem starszym łowcą(1). Obecnie moim głównym zadaniem jest przystosowanie was – kadetów!! Do służenia społeczeństwu, poprzez chronienie stolicy. Tylko nieliczni z was, a może nawet żaden! nie będzie nadawał się na łowcę(2)- mężczyzna dumnie spacerował wzdłuż dziesiątki młodych chłopaków stojących na baczność, jeden obok drugiego w szeregu. Nagle przystanął zaczesał dłonią włosy, otarł pot z czoła i dodał- ale głowy do góry! Nawet jako szeregowy strażnik, możecie przysłużyć się ludowi. W tym świecie, żadne istnienie ludzkie nie jest bezwartościowe.

****

Około stu metrów dalej stał trzydziestokilkuletni średniego wzrostu, krępy mężczyzna, o krótkich ciemnobrązowych włosach, krzaczastych długich brwiach i czarnych oczach. Całość wyglądu dopełniał dwudniowy zarost i charakterystyczny płaski nos.   Ubrany był w czarny mundur łowcy. Na biodrach zwisał mu pas, w który wpięte miał małe nożyki,a do prawego uda, zamocowaną kaburę z pistoletem, coś na wzór glocka, lecz po kilku modyfikacjach. Stał tak w ciszy i przyglądał się całej scenie, jak jego przyjaciel Ariel „szkoli” młodych. Zawsze wiedział że uw mężczyzna jest szorstki i często przesadza, witając nowych. Ale z drugiej strony, zdawał sobie sprawę że jeśli się odpuści młodym to potem może się to źle skończyć. Zbyt rozpieszczeni mogą popełnić błąd w terenie. A ten świat nie wybacza najmniejszych błędów.

Po krótkiej chwili, w końcu ruszył w kierunku Ariela i jego trzódki. Po 12 latach w terenie, w krew weszła mu ciągła obserwacja. I teraz było tak samo. Szedł powolnym krokiem, podeszwy butów zapadały mu się w grząskim namokniętym podłożu. Rozglądał się na prawo i lewo. Mijał ceglane budynki, mały magazyn z żywnością w którym krzątały się trzy kobiety, gdy tylko go zobaczyły od razu mu się ukłoniły i z serdecznością przywitały. Kawałek dalej, dwóch mężczyzn dłubało coś przy agregacie prądotwórczym, mężczyźni tak byli zajęci naprawą sprzętu i kłótnia między sobą, że nawet nie zauważyli idącego mężczyzny. W końcu zbliżył się na zaledwie kilka kroków do Ariela, ten jednak był tak zajęty wpajaniem zasad kadetom, że nie zauważył nawet stojącej za nim postaci.

– Tak jak mówił….- nagle przerwał swój monolog, Ponieważ spostrzegł cień padający na ziemi przed nim. Lekko zmieszany, odchrząknął, wytarł jedna  ręką usta.  A drugą podrapał się po czole. Odwrócił się niepewnie- O!! Już jesteś bracie, miałem właśnie o tobie wspomnieć- Ariel przytuli serdecznie przyjaciela i poklepał go po plecach. Następnie odsunął się na bok, ręką wskazał mu miejsce gdzie ma podejść i dodał- proszę! Te miernoty są już gotowe by poznać Ciebie Lukas! Szefa naszej straży i głównego łowcę(3)

Mężczyzna zrobił kilka kroków do przodu, założył ręce do tył. Wypiął dumnie do przodu klatkę piersiową i zaczął mówić.  Jego głos brzmiał dostojnie, był głośny i wyraźny. Ale odczuć można było spokój bijący od jego osoby.

– Witam!! Jestem Lukas Macky. Jak wam pewnie wiadomo, jestem od dwóch lat dowódcą straży a także głównym łowca. Mam nadzieję że rozumiecie w pełni ideę naszej wspólnoty. Że każdy z was odnajdzie swoje powołanie i miejsce. A Crimson będzie waszym domem. Nie mogę wam obiecać że wszyscy przejdziecie szkolenie jakie jest przed wami. Ale mogę obiecać, że tak ja, jak i moi współtowarzysze postaramy się podczas szkolenia przekazać wam całą wiedzę jaką posiadamy. I nieważne jaką rolę będziecie pełnić w przyszłości, to ta wiedza na pewno wam się przyda. Tyle ode mnie. Teraz Elis pokaże wam wasze kwatery i nakreśli plan całego dnia, oraz waszych kilkutygodniowych kursów. Kursów które odpowiedzą jaką rolę będziecie pełnić w przyszłości. Powodzenia- Lukas odwrócił się energicznie na pięcie i oddalił.

– Lukas! czekaj! – zawołał za nim Ariel i szybkim krokiem ruszył by go dogonić- O której dzisiaj ruszamy?

Mężczyzna przystanął na chwilę, odwrócił się w stronę goniącego go Ariela i odpowiedział – Za czterdzieści minut. Powiedz chłopakom, niech się szykują. I dowiedz się co z Francisem, bo nie mamy innego doktora(4) na jego miejsce- po czym odwrócił się i ruszył w kierunku ceglanego budynku po środku placu.

***

Uw budynek to miedzy innymi , główna siedziba Rady, która mieściła się na parterze. Zaś na pierwszym piętrze, swoje biura i strefy mieszkalne mieli, dowódca straży i Lider całej społeczności.

Mackie otwarł blaszane drzwi budynku i wszedł do środka. Ruszył długim szerokim korytarze w stronę schodów. Nagle usłyszał jak otwierają się z piskiem jedne z bocznych drzwi.  Zatrzymał się i spojrzał przez ramię.

– cześć Lukas, cieszę się że udało mi się cię spotkać- zagadał, wysoki łysy mężczyzna, o wielkich czarnych oczach i okrągłej twarzy. Wyglądał na nie więcej niż czterdzieści lat. Mężczyzna uśmiechnął się serdecznie. Podszedł do Lukasa i uścisnął mu dłoń- myślałem że już pojechaliście, a wczoraj Orlando kazał abym Ci dał listę czego macie szukać za murem i bałem się że znowu zawaliłem

– Spokojnie Thomas, jak widać jeszcze jesteśmy- Mężczyzna odebrał pomiętą kartkę papieru i wsunął do kieszeni kurtki- Roberto dawał jakieś znaki życia?

– Niestety nie, od dwóch dni jest cisza- Thomas nerwowo zaczął obgryzać paznokcie

– Pewnie znowu zachlał, ten samogon w końcu go zabije. Postaraj się jeszcze z nim skontaktować. Jak ci się nie uda to po prostu podjedziemy po niego i tyle- Lukas odwrócił się i poszedł po schodach w kierunku swojego mieszkania

– Już się robi szefie

***

  W tym samym czasie na dworze obok garażu. Czterech mężczyzn ubranych w czarne stroje łowców, pakowało sprzęt do jednego z 6 wozów opancerzonych.

– kurcze, miałem nadzieje że w tym tygodniu nigdzie już nie pojedziemy – zagadał z niezadowoleniem czarnoskóry młody mężczyzna, niski ale wysportowany, jego mięśnie dumnie prężyły się pod obcisłą koszulką. Gdy to mówił, wsparł się plecami o ścianę garażu, wyciągnął papierosa, włożył do ust i szybkim ruchem zapalniczki odpalił

– A co ty New taki nie w sosie dzisiaj? Od samego rana niezadowolony?-  zaczął śmiać się z niego blondyn o długich włosach i twarzy dzieciaka. Chłopak podszedł do swojego kolegi i poklepał go po policzku po czym uśmiechnął się zawadiacko i dodał- Co? Z Ritą Ci w nocy nie wyszło? Nie była zadowolona?

– Kurwa!! Odczep się Merl !- New odepchnął nerwowo chłopaka, wyrzucił papierosa i wrócił do pakowania sprzętu

W tym momencie zza rogu wyszedł Ariel Ortega. W ślad za nim podążali, średniego wzrostu, szczupły krótko ścięty mężczyzna. O pociągłej twarzy, z charakterystycznym krzywym nosem. Około dwudziestu pięciu lat. I wysoka chuda kobieta która miała spięte w warkocz, czarne włosy. Jej twarz była blada, zielone oczy dodawały jej blasku i piękna. Miała charakterystyczny długi nos. Nos który początkowo mógł się wydawać że umniejsza jej urody, faktycznie sprawiał że stawała się jeszcze bardziej wyjątkowa i pociągająca. Na oko miała mniej niż trzydzieści lat.

Cała trójka podeszła do grupki mężczyzn którzy chwilę wcześniej żarliwie dyskutowali.

– Dobra, jesteśmy chyba już w komplecie- zakomunikował Ariel

– no nie do końca, Roberto jeszcze nie przyjechał- odparł mu Thomas Liaison, wysoki i mocno zbudowany czarnoskóry mężczyzna, z długą brodą w okularach.

– super!! Jak zawsze nie ma tego starego pijusa! – dodał New- hej Ariel, możesz pozwolić na słówko na osobności?

Ariel ruszył za swoim młodszym kolegą, tak by nikt nie słyszał ich rozmowy- dobra, o co chodzi New?- mówiąc to włożył jedną rękę do kieszeni, a drugą, podrapał się po głowie

-Co to ma być? Dlaczego ich przyprowadziłeś? Kurwa! Lukas na pewno, nie będzie zadowolony. Wpadnie w szał, tak jak ostatnio- młody mężczyzna nerwowo wskazał palcem na kobietę i mężczyznę którzy przyszli wraz z Arielem. Następnie zakrył dłońmi twarz i się odwrócił. Po krótkiej chwili dodał nerwowo przez zęby- A co z Francisem?

– podobno się rozchorował, tak mi przekazał lekarz. Byłem w tej sprawie u Orlando, i to on mi kazał zabrać Davida i Lili- Ariel mówiąc to, podszedł do Newta, położył mu rękę na ramieniu i dodał- myślisz że mi to pasuje? Że jestem zadowolony? Boje się tak samo jak Ty i reszta chłopaków, reakcji Lukasa. Ale na tą chwilę potrzebuję twojego wsparcia. On za chwile tu będzie. Mogę na ciebie liczyć?

Newt, odwrócił się do swojego kolegi, wzruszył obojętnie ramionami i parsknął- A mam jakiś wybór?- uśmiechnął się ironicznie i wrócił do towarzystwa.

Wśród wszystkich zgromadzonych koło samochodu, czuć było zakłopotanie i zaniepokojenie. Co rusz ktoś zerkał nerwowo w stronę drzwi z których lada chwila miał wyjść ich dowódca, Lukas Macky. To nie był najwyraźniej moment na który czekali z utęsknieniem. Z każdą minutą, atmosfera zaczęła gęstnieć. Gdyby szło ją namacać to z całą pewnością, dało by rady ją pociąć nożem. Czterej łowcy, wraz ze swoim mentorem Arielem, stali koło kabiny ich wozu. A świeżo przybyła parka, David i Lili, siedzieli na jednej ze skrzyń, która leżała w magazynie. Rozmawiali ze sobą cichutko. Wręcz szeptali. Byli zestresowani, ale wyczuć można było że coś ich łączy. Kobieta trzymała swojego partnera, kurczowo za prawą dłoń.  Tak mocno ściskała że aż obojgu zbielały knykcie.

W końcu nadeszłą ta niemiła, lecz nieunikniona i wyczekiwana przez wszystkich chwila. Pomału zaczęły otwierać się drzwi, z za których wyszedł ich dowódca. Do pewnego momentu szedł dumnym i szybkim krokiem. Aż nie zauważył, intruzów. Wyhamował, na jego twarzy namalował się grymas niezadowolenia oraz złości. Nim zdążył jakoś zareagować, w jego kierunku wyskoczyli Ariel i New.

Lukas, poprawił zwisający z jego lewego ramienia plecak. Otarł dłonią wilgotne usta i poczekał w oddali aż dojdą jego kąpani

– Co oni tutaj robią? Dlaczego nie ma Francisa? Już gorzej nie mógł się zacząć ten dzień- Lukas pokiwał z niezadowoleniem głową

– Spokojnie, nie możemy dać się ponieść emocją. Nikomu z nas się to nie podoba. Ale to decyzja Orlando – Ariel bardzo spokojnie starał się wytłumaczyć wszystko swojemu koledze.

Po krótkiej chwili żarliwych rozmów, wyglądało z oddali że troje mężczyzn w końcu się dogadało. Ponieważ ruszyli razem w kierunku reszty

Pozostałe minuty przed samym wyjazdem w teren, upłynęły w ciszy i spokoju. Jakiekolwiek rozmowy, pomiędzy członkami grupy ograniczyły się do kilku zwrotów grzecznościowych, albo rozkazów wydanych przez Lukasa. W końcu zapakowali się wszyscy do wozu bojowego. Z przodu było miejsce dla kierowcy i dwóch pasażerów. A więc miejsce dla Newta, Ariela i Lukasa. Z tył usiedli pozostali Merl, Adam, Thomas, David i Lili.

– No to lecimy po tego pijusa Roberto- zakomunikował Lukas

Po tych słowach, New przekręcił kluczyk w stacyjce a wielki opancerzony wóz, na początku głośno rzęził, po czym złapał odpowiednie obroty i ruszył do przodu. Mimo że miał już ponad 70 lat nadal nie zawodził. Nawet po przerobieniu na bio paliwo dawał rady. Ale wiadomym było że to jest, tylko kwestią czasu kiedy wysiądzie.

W końcu koła zaczęły się toczyć a wóz ruszył do przodu. Wyjechali tak z garażu, następnie skręcili w lewo, w stronę wysokiej masywnej bramy. Mijali z obu stron jakieś budynki mieszkalne, magazyny oraz licznych mieszkańców Crimson.  Po krótkiej chwili dojechali do bramy która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki otwarła się przed nimi, ukazując szarą rzeczywistość. Strefę niezamieszkaną, miejsce które przed apokalipsą było tętniącym życiem miastem zwanym St. Louis leżącym na granicy dwóch stanów Missouri i Illinois. Miasto wielkich możliwości, gdzie przez sam środek biegła wielka rzeka Missisipi. Teraz to tylko przerażający skansen, który miał ocalałym przypominać co strasznego ich niegdyś spotkało. Po tej całej wielkiej metropolii zostały tylko częściowo zawalone i spalone budynki, wieżowce chwiejące się, poddające się upływu lat i warunkom atmosferycznym. Wbrew pozorom, wóz którym jechali łowcy idealnie pasował w tej scenerii, był równie stary, a każda chwila zwiastowała jego nieunikniony koniec.

***

Po dłuższej chwili, kiedy jechali tak smutnymi uliczkami tej upadłej metropolii w końcu dojechali do jedynego, jak dotąd zamieszkałego miejsca. New zatrzymał auto, a Lukas otwarł rzężące drzwi po swojej prawej stronie. Wyszedł, odwrócił się jeszcze na chwilę, poczekał na Ariela,a reszcie gestem ręki zabronił wychodzić.

– mój stary przyjacielu, przypomnij mi dlaczego my za każdym razem musimy przyjeżdżać po te głupca?- Lukas, zagadał do Ariela, a następnie ruszył w kierunku zardzewiałych metalowych schodów. Które prowadziły do budynku, który niegdyś był sklepem Wędkarskim. Po dziś dzień nad drzwiami widniał wypłowiały już szyld ” Sklep wędkarski, McCainie i synowie”

Ariel po chwili namysłu, przeczesał ponownie, ręką tłuste włosiska na głowie i odpowiedział z lekka ironia – ponieważ, jak to zawsze odpowiada nam Orlando… ” w całym społeczeństwie nie znajdziemy takiego tropiciela (5) jakim jest Robert”- następnie odepchnął lekko Lukasa, po to by go wyprzedzić na schodach. Po pokonaniu kilku stopni, doszedł do szklanych drzwi. Nacisnął klamkę. Drzwi z głośnym piskiem się otwarły.

Oboje weszli do nasłonecznionego pomieszczenia. O tej porze dnia( a była to 11.20) w środku było jak w piekle. Tym bardziej że to była połowa lipca.

– Roberto!! Ty stary alkoholiku!! Znowu dałeś w palnik i zapomniałeś że wyjeżdżamy w teren- krzyczał nieźle już poirytowany Lukas- gdzie on kurde jest?- spojrzał pytająco na swojego starszego kolegę, rozłożył na boki ręce i wzruszył zrezygnowany ramionami

W tej samej chwili, oboje usłyszeli jakiś hałas na zapleczu sklepu. Spojrzeli na siebie, na twarzy Ariela pokazał się lekki uśmiech, już miał ruszyć w kierunku gdzie dobywał się hałas. Ale Lukas zatrzymał go jedną ręką, a palec wskazujący drugiej, przyłożył do ust, czym dał znak by jego kolega był cicho. Następnie szybkim ruchem wyciągnął broń, odbezpieczył zamek i ruszył w kierunku zaplecza. Ariel początkowo nie rozumiał zachowania swojego dowódcy ale po chwili usłyszał to co z pewnością, kilka chwil wcześniej usłyszał już Lukas. Z zaplecza wydobywało się znajome(lecz w tym miejscu, nie pożądane) charczenie i gardłowe warknięcia. Te odgłosy, oraz brak ludzkiego odzewu na wołania, wskazywały tylko na jedno.

Obaj mężczyźni ruszyli w stronę ciemnego pomieszczenia, w dłoniach ściskali swoje glocki, ostrożnie, krok po kroku. Aż nagle ich oczom ukazała się wielka kreatura. Przypominająca tylko wyglądem Roberto, po ich koledze pozostało już tylko ciało, duch odpłynął  kilka godzin wcześniej do pana.

Widok ten wstrząsnął obojgiem. Lecz Lukas mimo szoku wiedział co ma robić, odepchnął ile miał sił, zbliżającą się kreaturę od siebie. Tak że ta wpadła w stertę starych rzeczy i pudeł. Wielkie białe cielsko, wpadło po samą szyję w graty i nie umiało przez kilkanaście sekund wydostać się. Co dało Lukasowi i Arielowi czas na otrząśnięcie się i wprowadzenie w życie procedur jakie mają mieć miejsce w takich sytuacjach.

– kurwa jak to jest możliwe?- Ariel ukucnął w rogu pomieszczenia. Zasłonił dłońmi twarz i cicho zapłakał

– naprawdę nie mam pojęcia, jest kilka możliwości, jedną możemy wykluczyć, nic go nie ugryzło. Nie ma śladów na ciele. Może znowu zachlał i zapomniał wziąć leków. Przecież pamiętasz że trzy lata temu został ugryziony i od tamtego czasu musiał brać antidotum. Pewnie zapomniał- Lukas próbował sobie i koledze wytłumaczyć to co przed chwilą się wydarzyło. Ale sam, pierwszy raz w życiu nie wierzył w to co mówił. Czuł ogarniający go bul i pustkę po stracie, swojego mentora i przyjaciela.

Długa nieobecność Lukasa i Ariela, zaniepokoiła pozostałych. Dlatego też New wraz z wysokim długowłosym blondynem o imieniu Adam ruszyli ze wsparciem do wspomnianego wcześniej budynku.

Widząc całą scenę, oboje zamarli. W tej samej chwili zauważył ich Lukas- mówiłem kurwa! że macie się nie ruszać z wozu! Czym są dla was moje rozkazy- zaczął krzyczeć jak oszalały.

– bb..oo.. długo was nie było, zaczęliśmy się niepokoić. I ja wraz z Adamem, postanowiliśmy to sprawdzić- odparł mu jąkając się New

– już ok- Lukas wytarł dłoniom usta i nos po czym dodał- musimy wdrożyć procedurę. Ty New, zapieprzaj do auta żeby zakomunikować przez radio Orlando o całej sytuacji. Powiedz im że mamy ” żywego trupa” podaj jego nr. identyfikacyjny. Niech wyślą ekipę sprzątająca. A my musimy go zabezpieczyć i usztywnić żeby nigdzie nie spierdzielił

Gdy to kończył, usłyszał zza swoich pleców strzał. W mgnieniu oka odwrócił się z bronią gotową do strzału, ale zamiast niebezpieczeństwa jakiego się mógł spodziewać, zobaczył tylko nieruchome cielsko Roberto z kulą w czaszce. Dwa metry dalej stał Ariel ze swoim glockiem z którego wydobywał się jeszcze lekki dymek po niedawnym strzale.

– coś ty człowieku zrobił?- Lukas schował swoją broń do kabury  na udzie. Podszedł do Ariela, chwycił go za ramiona i odepchnął nerwowo- nie wiesz jaka jest procedura, jak złapie się niegroźnego żywego trupa?

Ariel po silnym ciosie od swojego dowódcy aż stracił równowagę. Z całej siły uderzył o ścianę budynku, następnie ześlizgnął się na posadzkę i płacząc odpowiedział – wiem!! dobrze znam zasady!- zaczął wymachiwać bezradnie rękami- ale to jest, to znaczy był Roberto!! Nasz przyjaciel! Nie pamiętasz już?!

– wiem kto to był! Ale nie po to wymyślono prawo żeby teraz je tak łamać!- dodając to odwrócił się w stronę jeszcze bardziej zaskoczonych i zaniepokojonych Newta i Adama po czym wydał nowe rozkazy- dobra, chuj strzelił procedury! Adam! wołaj Merla i zabezpieczcie pomieszczenie. Ty New, zabierz Ariela do samochodu. A ja? Ja pójdę porozmawiać z Orlando..

Po kolejnych kilkunastu minutach, sytuacja się uspokoiła. Adam wraz z Merlem, zabezpieczyli teren żółto czarną taśmą, porobili zdjęcia, po czym zaplombowany aparat i wraz z częściowo wypełnionym raportem pozostawili na miejscu zdarzenia. Newt uspokoił Ariela i zaprowadził go do samochodu. A Lukas porozmawiał z Orlando. Tylko Dawid i Lili przez cały ten czas siedzieli w samochodzie, zdawali sobie sprawę że ich obecność od samego początku nie jest na rękę całej ekipie. A w takiej trudnej sytuacji mogli by dolać jeszcze oliwy do ognia.

W końcu Lukas zdecydował się zrobić zebranie całej grupy i ogłosić co zdecydował po rozmowie z liderem.

– dobra!! Mieliśmy ciężki poranek, ale nadal nie wykonaliśmy misji jaką nam powierzono. A więc, obowiązki Roberto przejmuje Adam

Decyzja Lukasa mocno zaskoczyła młodego blondynka. Ale zanim coś zdołał z siebie wydusić dowódca kontynuował.

– Adam jako jedyny został częściowo przeszkolony przez samego Roberto, więc na dziś musi to wystarczyć. W końcu nie jedziemy daleko. A na następne misje zostanie do nas przydzielony nowy tropiciel z Tombstone.- mówiąc to spacerował wzdłuż chodnika obok sklepu wędkarskiego

– a co ze mną?- wtrącił siedzący nadal w wozie Ariel- w końcu pozwoliłem by poniosły mnie emocje i zastrzeliłem żywego trupa który miał okres karencji.

– wiem. Oficjalna wersja jest taka że trup Roberto mnie zaatakował a Ty rzuciłeś mi się na ratunek i zostałeś zmuszony by oddać strzał, ponieważ w innym wypadku Ja zostałbym ugryziony w tętnice. I tą wersje mają potwierdzić wszyscy. Zrozumiano?- mówiąc to, spojrzał znacząco na Dawida i Lili. w całym towarzystwie to tej dwójce ufał najmniej

– tak! Rozumiemy. Dla nas Roberto też był ważną osobą, nie tylko dlatego że to były lider. Ale też fantastyczny człowiek. Każdego bolało by, to że jego ciało musiałoby krążyć po strefie X przez trzy lata- odparła mu cicha do tamtego momentu Lili

– super! To teraz zabierać dupy na pakę i jedziemy do strefy X. Mamy zamówienie na dwadzieścia trzyletnich truposzów. Te doktorki z Avis już od trzech dni dopytują się co z ich zamówieniem- Lukas przyklasną a następnie potarł dłoniom o dłoń. Następnie poczekał jeszcze tylko parę sekund aż wszyscy weszli do wozu. Rozejrzał się jeszcze po okolicy. Po czym sam wszedł do kabiny kierowcy, obok Ariela. Zamknął drzwi z wielkim hukiem. Newt na znak od swojego Dowódcy, odpalił wóz i wszyscy ruszyli w stronę strefy X.

(1) Starszy łowca – łowca ze stażem, powyżej 10 lat, w każdym teamie musi być ktoś taki, to jest prawa ręka dowódcy. A w teamach gdzie nie ma dowódcy, pełni jego rolę

(2) łowca – żołnierz którego zadaniem jest, wyjeżdżać w teren i pozyskiwać żywe trupy na szczepionkę

(3) główny łowca – dowódca każdej ośmioosobowej grupy łowców, to dowódca każdej z grup. Głównego łowcę wybiera zawsze dowódca straży oraz lider społeczności

(4) doktor – kolejny ważny członek grupy wypadowej. Jego zadaniem jest wybranie z grupy trupów, tych którzy nadają się na szczepionkę.

(5) tropiciel – osoba której zadaniem jest doprowadzić grupę do żywych trupów w strefie X

ą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *