WALIGÓRA- CZYLI, KRÓTKO ALE NIE DO KOŃCA PRZYJEMNIE 3/28

Hej wam! Dziś opowiem krótką historię o mej wizycie na Waligórze (936 m n.p.m). Wspomniany szczyt, jest najwyższym zarówno w górach Suchych jak i też Kamiennych.

Jak zaczynałem przygodę z KGP, wiele godzin poświęciłem na studiowaniu wszystkich szczytów po kolei. O każdym ze szczytów miałem okazje, oczywiście w teorii dowiedzieć się wiele. I nie licząc tych najwyższych szczytów. O których oczywiście wszyscy rozpisywali się najwięcej, przestrzegając przed zbytnim lekceważeniem tych że szczytów. Moją uwagę przykuł inny szczyt. Nie tak wysoki jak Śnieżka, Babia Góra bądź Rysy.  Była to wspomniana już wyżej prze zemnie Waligóra. Wielu rozpisywało się na temat, krótkiego ale bardzo stromego podejścia. Że to jedno z najgorszych podejść w całej KGP. I trzeba do niego podejść z wielkim szacunkiem.

Po przeczytaniu wielu komentarzy, blogów itd. Zrozumiałem że nie warto tego lekceważyć( w pamięci miałem nadal Ślężę, przy wejściu na którą niemal to wyplułem ze zmęczenia swoje wnętrzności). I tak, tydzień  przed planowanym wejściem, zaopatrzyłem się w raczki. (w tym miejscu należą się podziękowania dla mojej koleżanki „K”, to ona mnie na ten zakup namówiła).

Dobra, koniec pitolenia. Zaczynam moją relację z wejścia na Waligórę. Był ranek 23.12.2018, dokładnie niedziela, dzień przed wigilią. Wstałem jak zawsze, wcześnie, ubrałem się, najadłem, spakowałem i ruszyłem z Wałbrzycha( nie, nie przeprowadziłem się tam. Nadal mieszkam w mojej małej wielkopolskiej wsi. Po prostu spędziłem tam weekend). Trasa autem, zajęła mi ok 20 min. Dojechałem pod schronisko PTTK Andrzejówka. Po wyjściu z auta, zatrzymałem się i rozejrzałem do okola.Było pięknie ale niestety nie tak jak sobie to wyobrażałem. Niestety poprzednia noc była ciepła co spowodowało roztopy. I zamiast śniegu, wszędzie zalegała, brzydka mokra maź. Nie dosyć że nie dodawało to uroku okolicy to jeszcze było naprawdę ślisko.

W końcu ruszyłem w kierunku mojego celu. Kilka minut i byłem już pod „legendarnym” podejściem. Przyznam że lekko się z lęknąłem, ale tylko przez chwilkę. Szybko ubrałem moje, nowe raczki. Po dociągałem, paski od plecaka, otarłem, zimny pot. I ruszyłem pod górę, szedłem, wolnym krokiem ale nie zatrzymywałem się nawet na chwilę. w tamtej chwili zrozumiałem ile dają raki na takich podejściach. Wbijały się mocno, w paćkowate i zlodowaciałe podłoże. Czułem pot na całym ciele, podejście było naprawdę męczące, ale przyznam że nie czułem się tak fatalnie jak za pierwszym razem. Było naprawdę ok.

 

Po około 15 minutach, dotarłem do szczytu. Zrobiłem pamiątkowe zdjęcie, napiłem się wody. I po kilkunastu minutach zszedłem , ale nie tą samą drogą tylko żółtym szlakiem w stronę Suchawy. Potem skręciłem w prawo na niebieski szlak, którym dotarłem pod samo schronisko Andrzejówka.

Moja przygoda z Waligórą była niestety krótka, przyznaje że chyba aż za krótka. Ale tego dnia miałem bardziej ambitne plany( ale o tym w następnych moich wpisach, które niebawem się pojawią) więc w schronisku wypiłem tylko gorącą kawę, przybiłem pieczątkę i ruszyłem dalej.

Podsumowując, podejście na Waligórę słusznie zostało przez wielu nazwanym, jednym z najostrzejszych. Ale moim skromnym zdaniem, jeśli człowiek jest przygotowany i nie zlekceważy tego podejścia, to spokojnie wejdzie. Najważniejszy jest szacunek i respekt.(i tutaj nie chodzi mi tylko o góry).

https://mapa-turystyczna.pl/route?q=50.6849200,16.2782090;50.6831210,16.2787930;50.6808480,16.2781170;50.6763645,16.2737560;50.6758750,16.2704515;50.6769760,16.2705800;50.6810691,16.2749577;50.6849200,16.2782090

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *