WYSOKA KOPA – CZYLI PODEJŚCIE NR 2 17/28

Tak tak, 07.04.2019 postanowiłem spróbować jeszcze raz zdobyć Wysoką Kopę. Jeśli ktoś śledził moje poprzednie wpisy, wie że za pierwszym razem w styczniu nie podołałem temu zadaniu. (dla tych co nie czytali a mają taką chęć to odsyłam pod podany link  https://www.lukaszjasko666.pl/korona-gor-polski-czyli-jak-przezwyciezyc-swoje-slabosci-ii/ )

 

A więc wracam do relacjonowania mojego wypadu. Dzień jak co dzień, a dokładnie niedziela. Ruszyłem w stronę Szklarskiej poręby. Ok godz 9 byłem już na parkingu pkp w szklarskiej. A stamtąd czerwonym szlakiem, ruszyłem w stronę schroniska PTTK Wysoki Kamień.

Temperatura powietrza była w końcu plusowa. Szedłem nieśpiesznym krokiem, podziwiając budzącą się do życia przyrodę. Na dole w okolicach Szklarskiej Poręby, śniegu nie było wcale. Lecz z każdym krokiem w stronę schroniska pojawiało się go coraz więcej. Po około godzinie, doszedłem w okolice Schroniska Wysoki Kamień. Zamiast wchodzić do samego budynku, rozsiadłem się na kamieniach na przeciwko. Wypiłem kawę z termosu, zjadłem kanapki i porozglądałem się po okolicy. Widoczność tego dnia była wręcz idealna. cudownie było widać pobliskie górka jak i też te w okolicach śnieżki w Karkonoszach.

Po kilkunastu minutach przerwy, ruszyłem dalej czerwonym szlakiem w stronę Wysokiej Kopy. Z każdym krokiem, śniegu było więcej. Oczywiście nie tyle co w styczniu, ale mimo to dawał w kość. Najgorsze były „wodne płapki”( moja autorska nazwa) czyli śnieg na wierzchu, a jak się na niego stawało to noga się zapadała w głąb, wprost w wodę która płynęła pod spodem.

Po dojściu do rozdroża pod zwaliskiem, ruszyłem szlakiem zielono-czerwono-niebieskim, ponieważ w tamtym miejscu łączyły się te trzy szlaki. Kawałek za Zwaliskiem, skręciłem w lewo żeby ominąć kopalnie kwarcu. Wyszedłem na trasę narciarska. Na szczęście, ruch tam był niewielki, mi i tak to zbytnio nie przeszkadzało ponieważ po około kilometrze wróciłem znowu do lasu. Dalej czerwonym szlakiem.

Oczywiście nie byłbym sobą gdybym ponownie w lesie nie zgubił szlaku i nie szedł po omacku pod górkę. Bo na mój prosty chłopski rozum wiadome jest że jak najwyższy szczyt to zawsze trzeba iść pod górę a na pewno odnajdzie się szlak. Moja prosta zasada, ale niezwykle skuteczna, ponieważ i tym razem zdała egzamin. Znalazłem szlak, którego już nie zgubiłem aż do samego końca. To znaczy, aż do wiaty turystycznej, w której zastałem dwoje turystów podczas odpoczynku. Chwilkę z nimi pogadałem i po ich śladach ruszyłem w stronę szczytu.

 

I dopiąłem swego!!! Dotarłem i zdobyłem Wysoką Kopę. Szczyt, niby niewielki ale ile mnie kosztował zdrowia i sił.

 

Droga powrotna, niewiele różniła się od tej w pierwszą stronę, z małym wyjątkiem. W pierwszą stronę omijałem kopalnie kwarcu. A w drodze powrotnej, wszedłem na jej teren. A na rozdrożu pod zwaliskiem, zamiast czerwonym to ja wracałem niebieskim szlakiem. Ot takie udziwnienie…

 

A jaki jest morał tej opowieści? Nigdy się nie poddawaj… jak nie uda ci się jeden raz, wracaj i próbuj po raz kolejny. Aż do skutku..

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *