ZAKOŃCZENIE? ALBO NOWY POCZĄTEK

Witam wszystkich, którzy postanowili poświęcić kilka cennych minut ze swojego życia, aby przeczytać moje wypociny.

I tak jak sam tytuł wskazuje, jest to w pewnym sensie zakończenie mojej przygody z KGP.  Ale w żadnym wypadku, nie jest to zakończenie moich górskich wypraw. Wręcz przeciwnie, czuje że wszedłem w kolejny etap „górskiego dreptania”.

Ale zacznijmy od początku, moja „poważna” przygoda z górami zaczęła się w grudniu 2018 roku( jeśli ktoś miał okazję czytać mój blog od początku zna moją historie rozpoczęcia KGP. Ale dla tych którzy jeszcze tego nie zrobili a chcieli by przeczytać, to pod spodem wrzucam link)

https://www.lukaszjasko666.pl/korona-gor-polski-czyli-jak-przezwyciezyc-swoje-slabosci/

Początkowo traktowałem KGP jako terapię, wyciszenie, czas na przemyślenia. A góry? Jako bardzo miły dodatek wizualny. Ale z każdym kilometrem pod górę i z każdym kolejnym „zdobytym” szczytem, moje postrzeganie gór ( a nawet świata)się zmieniało. Już nie chodziło mi żeby odkreślać za wszelką cenę kolejne szczyty z książeczki. Czerpałem dziką przyjemność z przebywania na wierzchołkach, pokochałem to bez pamięci. Dopiero teraz, po zdobyciu KGP dostrzegam że to nie Ja zdobywałem góry, lecz to one zdobywały mnie( i jak widać, udało im się to).

 

Pamiętam moment kiedy postanowiłem zdobyć KGP, głównym motorem napędowym który mnie wtedy nakręcał była „odznaka”. Tylko dla niej zdecydowałem się zapisać do klubu i „atakować 28 szczytów górskich. Zależało mi na niej, oraz na tym by przynależeć do jakiejś grupy, żeby się dowartościować. Po wejściu na mój pierwszy szczyt czyli, Ślężę. Układałem sobie w głowie, plan kolejnych wypraw, chciałem jak najszybciej „zaliczyć” całe KGP. Wyobrażałem sobie siebie, z medalem, a przeglądając stronę KGP ze zdobywcami, widziałem wśród nich swoje nazwisko.

 

Moja przygoda z KGP trwała 8 miesięcy, były wzloty i upadki. Ale z perspektywy czasu, widzę jak się zmieniałem, nie tylko fizycznie ale tez i duchowo. Już nie jestem turystą z parciem na blaszki, lecz człowiekiem który w górach odnalazł siebie. Oczywiście, nadal robię i będę robił inne koronki( większe lub mniejsze) ale wiem że nie robię tego dla odznak. Po prostu zaczynam koronki dla samych list ze szczytami… traktuję je jako drogowskazy. Przecież nie urodziłem się w górach tylko na nizinach, nie jestem górołazem z 20 letnim doświadczeniem, a więc nie znam wszystkich szczytów w poszczególnych pasmach górskich. Potrzebuję „ściąg”.

SZCZYT NR 1 ŚLĘŻA

SZCZYT NR 28 RYSY ( JEST RÓŻNICA?)

A co dalej z KGP? Na dzień dzisiejszy moja książeczka jest wypełniona, na każdej stronie jest pieczątka data i zdjęcie ze szczytu. No i tyle w tej kwestii , na razie nie zapisuję się na lożę( oczywiście nie mówię że nigdy tego nie zrobię). Na tą chwilę uważam że sama świadomość że zdobyłem KGP mi wystarczy i biorę się za kolejne wyzwania. Jestem w trakcie robienia Diademu Gór Polski, mam też trzy szczyty z Korony Europy. Poza tym zapisałem się w październiku na Wyrypę ( chętnych zapraszam do zapoznania się z tym wydarzeniem)

http://potrojnakorona.pl/

Jak widać, moje życie jest podporządkowane górą. Czuję się z dnia na dzień lepiej, nie jestem już ” kanapowym turystą”. Nawet na nizinach staram się spędzać wolny czas aktywnie.

 

I tak już na sam koniec, polecam wszystkim góry, polecam „korony”.  Mój wpis nie miał oczywiście na celu krytykować tych którzy robią KGP bądź inne korony dla medali.  Po prostu wyraziłem swoje zdanie, ale nie uważam że medale są złe. Mi osobiście nie są potrzebne.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *